WYZWANIE UŚMIECHU

Dzień 0

Ta historia zaczyna się tak: wczoraj robiąc zakupy w Biedronce, zauważyłem śliczną dziewczynę. Ale… w sumie nie, nie tak się zaczyna. Zaczyna się wcześniej.

Od paru tygodnie zmagam się z gorszym okresem w swoim życiu. Do tego stopnia, że od paru dni jadę na „dopalaczach” serotoniny. I to jest taki mój wewnętrzny paradoks, bo optymiści powinni być odporni na depresję, prawda? A tu ZONK! Kochani, odkąd odpaliłem projekt NIEZATAPIALNI z podwójną mocą walczę, by udowodnić, że to o czym mówię i piszę na www.niezatapialni.blog to nie frazesy i piękne słowa. I tu dochodzimy do Biedronki i Ślicznej Dziewczyny.

Wracałem z Term Chochołowskich. Rozgoryczony i smutny. Był rześki marcowy dzień, szczyty tatr mieniły się w promieniach przenikającego przez mgłę słońca. A ja, ze wzrokiem utkwionym we „wstecznym lusterku”, próbowałem się rozpędzić i jechać z życiem do przodu (czasem zapominam, jak trudno jest słuchać własnych rad i być coachem dla samego siebie). Robiąc zakupy w Biedronce zauważyłem śliczną dziewczynę, pchającą wózek wypełniony po brzegi przeróżnymi artykułami. I na chwilę zapomniałem o problemach. Obserwowałem jak stoi przy kasie, tarasując ją przez kilkanaście minut i wtedy powziąłem decyzję, że chcę zobaczyć jak ta dziewczyna uśmiecha się do mnie. Kupiłem więc bukiet żonkili i wybiegłem z Biedronki, modląc się w duchu, by nie zdążyła jeszcze odjechać. Odszukałem ją na parkingu, podszedłem, uśmiechnąłem się i powiedziałem: „przepraszam, coś pani zostawiła”. Ona zrobiła wielkie oczy i odparła, że to nie jej. Ja na to: „wiem, tak naprawdę bardzo mi się pani podoba i chciałem dać pani te kwiatki na dobry dzień”. Obserwowałem jak na jej twarzy wykwita najszczerszy, najserdeczniejszy uśmiech jaki widziałem od… nie pamiętam jak dawna. Uśmiechnąłem się także i odszedłem. To nie był podryw. Ostatnim na co mam teraz ochotę, to randki i ostatnim, czego mi potrzeba to kolejne skoki emocji. Ale Jej uśmiech był dla mnie najcudowniejszą chwilą pośród tego smętnego, depresyjnego dnia. Ta cudowna chwila kosztowała mnie… 6 zł! I powziąłem decyzję. Każdego dnia od dziś począwszy sprawię, że przynajmniej jedna osoba uśmiechnie się do mnie. Nie ważne kto, nie ważne z jakiego powodu, byle uśmiech był szczery i radosny. Każde z tych zdarzeń opiszę na blogu i… no właśnie i! Przekażę pałeczkę dalej. Spośród osób, które polajkują  ten post, wybiorę 3, do których prześlę wyzwanie uśmiechu. Zadaniem każdego z tych szczęściarzy, będzie w ciągu danego dnia sprawić, że JEDNA OBCA OSOBA szczerze się do nich uśmiechnie i przekazać WYZWANIE UŚMIECHU dalej przez FB, do kolejnych 3 osób. Niech ta kula śnieżna rośnie w siłę! Na przekór wszystkim życiowym demotywatorom, stwórzmy własny ZAJEBISTY ŁAŃCUSZEK ZDROWEGO UŚMIECHU!

Dzień 1

Jak sobie obiecałem, tak też zrobiłem od rana szukając okazji do wywołania uśmiechu na czyjejś twarzy. Jednak prawdziwie szczerą cieszynkę udało mi się wywołać dopiero po obiedzie w mojej ulubionej restauracji, nawiązując rozmowę z nową kelnerką. Kurczę, tylu ludzi na co dzień mechanicznie mijamy, na tylu się wkurzamy i niecierpliwimy, a tak mało trzeba aby poprawić komuś dzień uśmiechem.

Dzień 2

Dziś na celownik wziąłem ekspedientkę przy kasie w sklepie samoobsługowym. Zrobiłem coś tak zwyczajnego, że aż pewnie uznacie, że nie warto pisać o tym na blogu – uśmiechnąłem się i życzyłem jej bardzo dobrego dnia. I wiecie co? Ta smutna pani szeroko uśmiechnęła się do mnie i odwzajemniła pozdrowienie. Magia?

Dzień 3

Dziś było łatwo. Wieczorem miałem spotkanie z dwoma najdroższymi szkrabami, Nikolką i Darią, córeczkami Niezatapialnej Anety, współautorki idei tego projektu. Nie widziałem ich od ponad roku. Łezka w oku z radości u mnie i żaróweczka na dwóch kochanych buziach. Bezcenne.

Dzień 4

Dziś z kolei to było nie lada wyzwanie. Na celownik wziąłem zrzędliwą kobietę z FlixBusa, która dzieliła ze mną fotel w podróży z Krakowa do Łodzi, na odcinku Katowice – Łódź. Wyobraźcie sobie jak może wyglądać próba wywołania uśmiechu u osoby, która wszystko widzi w czarnych barwach i bez przerwy marudzi. Bo szyba paruje. Bo jej miejsce zająłem. Bo ona nie za to płaci za rezerwację miejsca, żeby nie widzieć świata przez szybę zaparowaną. Bo ona ma dość autobusów, bo cały czas nimi jeździ. Bo kierowca beznadziejny, bo jej szybę zaparował. Bo coraz gorzej się w Polsce dzieje, bo jej szybę zaparowało. I tak w koło. A ja się uśmiecham i zagaduję. Ustąpiłem miejsca. Poszedłem do kierowcy, żeby klimę podkręcił i szybę odparował. Żarciki rzucam. I wszystko jak krew w piach!! Na do widzenia mdły uśmieszek rozjaśnił fizjonomię uroczej pasażerki, kiedy zawołałem – „o, niech pani spojrzy, akurat zdążyła odparować jak dojechaliśmy!” Ale to był raczej uśmieszek w stylu Gargamela wołającego „Jak ja nie cierpię Smerfów!” Tak więc tego incydentu za swój sukces nie zaliczę. Ale to był na szczęście nie koniec dnia.

Przyjechałem do mamy. Mama szczęśliwa. No ale mama szczęśliwa zawsze kiedy przyjeżdżam. Jak by tu mamę bardziej uszczęśliwić? „Dziecko, dziś ostatni dzień rekolekcji, może pójdziesz?” A co, ja nie pójdę? Potrzymaj mi piwo! Nie dość, że poszedłem, to wyspowiadałem się i wysłuchałem naprawdę inspirującego kazania starego ojca Redemptorysty na temat roli matki w życiu człowieka. Dzień uważam za udany. mama szczęśliwa, ja szczęśliwy – czego chcieć więcej? 🙂

Dzień 5

To niesamowite, jak inaczej wygląda świat, kiedy wchodząc między ludzi koncentrujesz się na wyszukiwanie możliwości zrobienia dobrego uczynku lub po prostu wywołaniu uśmiechu. Na mojej twarzy od momentu wyjścia z domu zagościł uśmiech. Z początku wymuszony, po chwili, kiedy tylko pierwsza minięta na ulicy osoba uśmiechnęła się do mnie, w pełni naturalny. Uśmiech ojca małego urwisa, któremu ustąpiłem miejsce w tramwaju. Uśmiech sprzedawczyni w kiosku ruchu, od której kupowałem bilety. Uśmiech miłej pani w banku, której skomplementowałem wisiorek w kształcie serca. Nie sposób trwać w depresji, kiedy wszyscy uśmiechają się do Ciebie. A jednak… wciąż ciężko wstać z łóżka i zmusić się do pierwszych kroków. Pozbyć się z głowy gonitwy myśli rozczochranych. Ale… z każdym dniem jakby trochę łatwiej. Strategia działa 🙂

Dzień 6

Kolejny dzień, kolejne emocje. Dziś przyjechali do mnie Marcel i Kasia, cudowna para Niezatapialnych, z którymi w ten weekend przeprowadzę wywiad. Uśmiechali się do mnie przez całą drogę z Łodzi do Zubrzycy, czyli bitych 5 godzin. No ale to byłoby zbyt proste, aby „odhaczyć” kolejny dzień wyzwania! Zastanawiałem się więc co więcej zrobić, by kogoś uszczęśliwić, lub przynajmniej wywołać szczery uśmiech na jego twarzy. I wreszcie odnalazłem pomysł idealny – mój kochany wujek, brat mojej mamy, który pod moją nieobecność dogląda domu i dokarmia moje sierściuchy, dzięki swej dobroci już dawno zasłużył na moją wdzięczność. Dziś okazałem ją drobnym upominkiem, który rozpogodził jego zmęczone oczy. Mission accomplished 🙂

Dzień 7

Dziś na celownik wziąłem moją ciocię. Prze-kochaną istotę w wieku 80 plus. To jedna z tych osób, u której zawsze czuję się jak u siebie w domu. Ostatnimi czasy zmaga się z licznymi chorobami. Postanowiłem więc sprezentować jej uśmiech dołączony do doniczkowego kwiatka (za licho nie pamiętam jego nazwy :D). Odwdzięczyła się cudownym uśmiechem i pysznym serniczkiem. I czyż nie warto było?? No powiedzcie sami! Moja misja niesienia uśmiechu zaczęła nadawać mojemu życiu sens 🙂

Dzień 8

Dzień kolejny, dzień pełen uśmiechu. Dziś kręciliśmy pierwsze wywiady z Niezatapialnymi. Dzień zakończony przyjazdem do Łodzi, do rodzinnego gniazda, do ukochanej mamy staruszki. I jej uśmiech – na koniec dnia – bezcenny, kiedy podszedłem do niej gdy stała w kuchni i powiedziałem: „Mamo, muszę Ci coś powiedzieć”. Spojrzała na mnie z niepokojem. A ja dokończyłem: „Bardzo Cię kocham”.

Dzień 9

Przez cały dzień zachodziłem w głowę jak zrealizować dziś swój cel, nie idąc na łatwiznę. Piekielnie nie chciało mi się wychodzić z domu! I nagle problem sam się rozwiązał. Moja mama w rozmowie wspomniała mi z żalem, że jej sąsiadka ma kłopot – potrzebuje znaleźć lekarza specjalistę od jednej ze swoich licznych chorób, a jako osoba samotna i starszej daty (czyt. „nieinternetowa”) nie bardzo wiedziała jak się do tego zabrać. Ha – pomyślałem – dobry uczynek sam się pcha w ręce, grzech nie skorzystać. Pół godziny później zaskoczona Pani Jola śmiała się do słuchawki, dziękując mi rzewnie i wylewnie. Uwielbiam ten stan. Uwielbiam ten projekt. Gdyby każdy z nas realizował codziennie wyzwanie uśmiechu, jakże piękny byłby świat!

Dzień 10

Dziś postanowiłem zrobić eksperyment i wykorzystać wyzwanie uśmiechu w stosunku do klientów. Sprzedaż telefoniczna to niełatwy biznes, szczególnie trzeba być odpornym na nieuprzejmość osób po drugiej stronie, traktujących Cię często jak natrętnego akwizytora. Eksperyment polegał na tym, że każdą rozmowę rozpoczynałem z szerokim uśmiechem i prowadziłem ją w taki sposób, by sprawić, aby osoba po drugiej stronie roześmiała się serdecznie. I wiecie co? Udało mi się w przynajmniej kilku przypadkach. Nie musiałem opowiadać dowcipów czy anegdot, wystarczyła serdeczność. I wicie co jeszcze? Jestem całkowicie pewien, że klienci, którzy śmiali się podczas rozmowy ze mną, zapamiętają mnie na długo! Nie zdziwiłbym się też, gdyby byli w przyszłości bardziej chętni do współpracy ze mną – ale to akurat okaże się już wkrótce.

Dień 11

Dziś był dzień podróży pociągiem. O dobry uczynek i uśmiech było banalnie łatwo. Wystarczyło wyszukać w wagonie starsze panie potrzebujące pomocy z ciężką walizką. Trzy panie, trzy walizki, trzy serdeczne uśmiechy 🙂 To był dobry dzień.

Dzień 12

Dzisiejszy dobry uczynek kosztował mnie sporo samozaparcia. Wyobraź sobie, że jesteś głodny jak wilk, zmęczony po pracy, stoisz w kolejce do kasy w Biedronce. Pchasz wózek, na którym leży zaledwie kilka artykułów, a równo z Tobą do kasy podjeżdża kobieta z dzieckiem, z wózkiem zapełnionym do granic pojemności. Słowa „bardzo proszę, niech Pani będzie pierwsza” kosztowały mnie sporo wysiłku. Ale już po chwili wysiłek ten został wynagrodzony serdecznym uśmiechem wdzięczności. Misja na dziś wypełniona 🙂

Dzień 13

Dziś wyzwanie uśmiechu zrealizowałem sposób prosty i bardzo przyjemny. Moja kochana ciocia, ta sama, której dnia siódmego zaniosłem kwiatek w doniczce, trafiła tamtego dnia do szpitala. Wróciła do domu przedwczoraj. Zrobiłem więc użytek z sokowirówki i przygotowałem świeżutki sok z pomarańczy, który zaniosłem w butelce dla biednej rekonwalescentki. Wyściskałem biedną ciocię, na twarzy której rozkwitł cudowny, pełen ciepła i dobroci uśmiech.

Dzień 14

Dziś miałem cudownego gościa. Zastanawiam się, kto komu więcej podarował uśmiechu, czy ja gościowi, czy gość mnie. Tak czy siak, dzisiejsze wyzwanie uśmiechu zrealizowane. Dziękuję Ci gościu 🙂

Dzień 15

Pierwszy dzień kiedy zapomniałem o wyzwaniu uśmiechu. No ale w sumie po 14 dniach codziennego wywoływania uśmiechu, mam nadzieję, że mogę sobie pozwolić na jeden dzień dyspensy.

Tak czy siak – sam miałem sporo powodów do śmiechu, szczególnie zaś zapamiętałem jeden. Scena na stacji benzynowej:

Podchodzi facet do kasy: – nie działa gaz, proszę pani

Kasjerka: – bo to proszę pana, trzeba pistolet włożyć głęboko do dziurki

Kurtyna.

Dzień 16

Dziś było łatwo, okazja sama się nadarzyła. Byłem u brokera kupić ubezpieczenie OC swojej firmy. Miła kobietka około 60-ki, która mnie obsługiwała, miała na szyi piękny wisiorek w kształcie sowy. Nie omieszkałem go skomplementować, czym wywołałem serdeczny uśmiech i sprowokowałem ciekawą historię o bieszczadzkich sówkach 🙂

Dzień 17

Dzisiejszego dnia wyzwanie uśmiechu kosztowało mnie trochę nerwów. Moja pierwsza wizyta w centrum medycznym LuxMed zakończyła się urwanym zderzakiem (jakiś geniusz tego uroczego dnia wyciął na parkingu drzewa, pozostawiając ok. 30-cm pnie – czyli dokładnie na wysokości, której czujnik cofania nie łapie – i nie oznaczył tych miejsc w żaden sposób) i czterokrotnym bieganiem tam i z powrotem między piętrami (miłe Panie na recepcji nie były w stanie zlokalizować gabinetu pani doktor). Niemniej za punkt honoru postawiłem sobie pokazać miłej acz mocno zestresowanej zaistniałą sytuacją recepcjonistce, że się nie gniewam, a nawet więcej, że fajnie mi się z nią rozmawia. Na koniec rozmowy po paru rozładowujących atmosferę żartach, kobieta śmiała się perliście. Mission accoplished 🙂

Dzień 18

LuxMed ciąg dalszy. Wykupiony pakiet VIP ubezpieczenia medycznego zobowiązuje. Dziś umówiłem termin rezonansu magnetycznego głowy, a także zaliczyłem wizytę u okulisty i neurologa. Wyzwanie uśmiechu zrealizowałem podczas wizyty u przesympatycznej, starszej pani doktor okulistki. Dawno nie spotkałem równie zaangażowanej i miłej lekarki, więc na koniec wizyty mogłem podziękować jej zasłużonym i w pełni szczerym komplementem: „jest Pani najsympatyczniejszym lekarzem w Luxmed, z jakim miałem dotychczas do czynienia”. Widok szczęścia na poczciwej twarzy pani doktor – bezcenny 🙂

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close